(tytuł jest jak najbardziej wzięty zniewiemczego, bo mowa będzie jak zwykle o...)
Mojej kochanej - tu pada stos słów niecenzuralnych, które sobie daruje - Benq 1650, która po powrocie z serwisu wciąż działa po staremu. Nie wypala płyt.
Zabawa z pamięcią (metoda wyjmij jedną, wyjmij drugą, pozamieniaj - kombinuj) nic nie dała.
Teraz, czyli jutro, nagrywarkę dostanie moja Anna, płytę DVD-RW i przez tydzień, jak nie krócej się nią pobawi, a ja dostanę jej LG jakiś tam model i także zobaczę czy to jest czegoś innego wina, bo ja już nie mam zielonego pojęcia co jest źle gdy nagrywarkę odsyłają mi z serwisu podpisaną jako wymieniona.
Przeglądając swojego czasu oficjalne forum Armina natrafiłem na fajną (pod pewnymi względami) sygnaturkę pod postami pewnej kobiety.
Imprezy na których chcę być zanim umrę
Kiedyś musiał nadejść.
W ciągu dnia zadzwoniono do mnie, że nagrywarka jest już do odebrania w Satunie, czyli około 8 kilometrów ode mnie. Perspektywa była taka, że wsiadam w autobus i jadę nim do Janek, czyli ponad dwie godziny wyjęte z życia.
Z propozycją wyszedł o dziwo mój ojciec, proponując mi abym to jechał na skuterze brata. Nigdy wcześniej na nim nie jechałem, a co gorsza poruszać się na nim w normalnym ruchu miejskim (jak się później okazało dość dużym).
Stwierdziłem, że warto zaryzykować, przełamać lekki strach i pojechać na nim.
Wsiadając miałem na sobie zajebiście oczojebną kamizelkę odblaskową i kask.
Pierwsze co mi sprawiło lekki problem to delikatna manetka gazu. Lekkie dotknięcie powodowało przyjemne wciskanie w fotel. Następnym problemem okazało się to jak skręcać w lewo nie przekręcając manetki od gazu. Po paru próbach już się nauczyłem.
Oswojenie się z tym wynalazkiem zajęło mi jakieś 15 minut po czym udałem się w kierunku Janek po nagrywarkę.
W drodze skutera nie oszczędzałem. Wiatr pogwizdywał mi w uszach, a silnik wył, jakby miał zaraz powiedzieć "pierdole, dalej idź sobie sam", ale tak nie zrobił.
Wytrzęsiony przez polskie drogi, dojeżdżając do Janek, zapomniałem, że skuter to nie rower, więc lepiej nie jeździć po chodniku.
Po 10 minutach i dwóch spojrzeniach przez szyby wejściowe czy aby ktoś mi skutera nie zakosił byłem gotowy do drogi powrotnej. Dziwiło mnie tylko to, że wskaźnik prędkościomierza pokazywał maksymalnie 30 km/h, jak sie później okazało, zaniżał prędkość prawie dwukrotnie. Czyli tam gdzie było ograniczenie do 40, ja zapierdzielalem nic nie wiedząc prawie 70.
Takim oto efektem spaliłem prawie litr paliwa i w 40 minut byłem w domu.
Skuter bez prawka, zajebista sprawa.
Nie było mnie tydzień. Wracam patrze i oczom nie dowierzam.
Jogger bez żadnej zapowiedzi (były małe szmery tu i ówdzie) zmienia desing i ogólną łatwość użyteczności (jeśli mogę się tak wyrazić) na korzyść... No właśnie nie wiem czego.
Web 2.0, cokolwiek to jest musi mieć pastelowe kolorki, no i ma w wykonaniu Riddle'a. Muszę przyznać, że jest ładnie, a nawet za ładne.
Ładność tą odczułem od razu. Ładowanie strony głównej Jogger.pl dosłownie zwiesza mi Firefoxa na dobre parę sekund, już nie mówiąc o Panelu administracyjnym, który chodzi mi jak żółw.
Nie będę się rozpisywać na tym co mnie teraz w joggerze boli. Będę musiał się przystosować i pogodzić z tym faktem. Pogratulować twórcom dobrej roboty, bo wiadomo chcieli dobrze i prawdopodobnie większości się podoba w tym i mi.
Z joggera odchodzić zamiaru nie mam z tego powodu.
Żal mi tylko starego wyglądu, do którego człowiek się przyzwyczaił, wiedział co gdzie jest, uważał za najlepszy dla siebie.
Tęsknię za starym, przejrzystym, łatwym w nawigacji i ładującym się w parę milisekund serwisie, ale cóż... takie czasy. Ewolucja.
Kiedy?: niedziela 13 maja 2007 17:00
Start: pomnik Jazdy Polskiej, na skraju Pola Mokotowskiego (od strony metra Politechnika)
Jogger Team spotyka się przy pomniku. Rozpoznać nas trudno nie będzie.
Więcej info na stronach UP