Bywając tu i ówdzie na budowach daje się zauważyć różne pewne śmieszne lub - co czasami częściej się zdarza - tragiczne sytuacje.
Dziś na pewnej budowie pod Nadarzynem gdzie swą siedzibie rozbudowuje pewna firma, zaczęto kłaść wykładzinę podłogową. Co za tym idzie wręczono nam kapcioszki szpitalne aby błota z dworu nie wnosić do budynku. Wszystko by było w porządku gdyby nie jeden fakt.
Termin goni za terminem, ale Panowie ze Skanskiej(?). Czy jest sens kładzenia podłogi gdy ściany nie są pomalowane na gotowy kolor, a co gorsza nie wyszlifowane pod ten kolor? Gdzie głowa... No ale są podwykonawcy i się ich obciąży...
Ale wracając do kapciuszków udało mi się upolować Papę Smerfa.
Nie chciał pokazywać twarzy, ale był z brzuszkiem, brodą i nie miał paru zębów. Aż żal cztery litery ściska, że nawet go wzięli do roboty, bo praca w filmie już mu dochodów nie przynosi.

Dodaj komentarz
Zostaw komentarz