Wiadome jest, że gdy człowiek nie jest powiązany z pewnym "półświatkiem" to się nim nie interesuje. Gdy jednak w jakiś sposób dokłada swoje 5 groszy do całości radiowego świata utrata znanego radiowca jest w jakiś sposób utratą samego siebie. Trzeba mieć jakieś cele, jakieś wizje własnej przyszłości a te najlepiej się czerpie z "żywych" przykładów stąpających po tym świecie.
Antyradia słuchałem rzadko, wręcz prawie w ogóle. Dla mnie to jest zbyt muzyczne radio, posiadające własny klimat, własny profil, który czyni go wyjątkowym. Wiele osób które je tworzą przez wiele lat trzymają się jednego schematu. Mają swoja wizję i jej drogą podążają.
Radiostacja kiedyś swoim przykładem naświetlała ideę wolnego radia, gdzie wolno zagrać wszystko byleby nie walić pluszem po oczach. Kosa zaczynał w Rozgłośni Harcerskiej, która ewoluowała w Radiostację. Swoim głosem, wiedzą przyczynił się do końcowego wyglądu Radia 94, a w końcu Antyradia.
Pierwszy raz usłyszałem o Januszu "Kosie" Kosińskim w Kampusie, gdy to po korytarzach echem obijały się słowa o jego udarze. Każdy kto w jakiś sposób tworzył własną audycję autorską w moich pytaniach skąd u nich ta siła do kopania głęboko w gąszczu muzyki dawnej i współczesnej, czasami dziwnej. Zawsze wśród nazwisk padało i jego.
Mimo, ze jest radiowców tak wielu, z niewielu można czerpać przykład i siłę do działania. Ja jestem dość świeżym radiowym dzieckiem, ale każda taka informacja jest na sekundę efektem "slowmotion".
Wielka strata, choć nas tak wielu.
Gdy radiowiec odchodzi...
2008-03-25 o 20:42:12 • Radio i Telewizja
Słuchałem go kiedyś często w 94, a później w AR.
Wielki człowiek.